
Dwie młode, szczęśliwe i zakochane mężatki. Obie planowały potomstwo i były zwolennikami tradycyjnego modelu rodziny. Miesiąc mijał za miesiącem, rok za rokiem, a na teście ciążowym nie pojawiały się dwie kreseczki.
Nadszedł czas medycyny. Niestety oba małżeństwa mimo medycznej interwencji nadal pozostawały bezdzietne. Z czasem pojawiła się myśl o adopcji. To ona właśnie miała być lekiem na całe zło. Justynę i Beatę oraz ich partnerów czekała dość skomplikowana procedura mająca na celu przyznać im status rodzica adopcyjnego. I pewnego dnia stało się. Pojawiły się w ich domach dzieci z chmur.
Jeśli oczekujesz idealnego dzieła literackiego, pełnego wysublimowanej gry słów, mistrzowskiej zabawy językiem, misternego budowania fabuły oraz wyjątkowego stylu - nie bierz "Dzieci z chmur" nawet do ręki.
Książka jest odrobinę chaotyczna, stylistycznie zaledwie poprawna...Ale to nie jest książka skierowana do wielbicieli literatury. To pamiętnik, opis zwykłego życia, zwykłych ludzi które potoczyło się odrobinę inaczej niż sobie zaplanowali, a może przez to lepiej niż sobie wymarzyli.
Przez pierwszą połowę książki, czytając płakałam. Czytałam tam o sobie. O tym, co sama przeszłam. To trudne - mieć swoje uczucia i emocje wydrukowane na papierze i wiedzieć, że nie jestem taka jedyna na świecie. Że inni ludzie przechodzą i czują to samo co ja. Potem książka otworzyła przede mną okno. Okno na przyszłość, na świat, który jest przede mną.
Za to jestem autorkom dozgonnie wdzięczna, ta książka zostanie do końca życia dla mnie bardzo ważna.
"Dzieci z chmur. Opowieść o adopcji i macierzyństwie"
Wydawnictwo Nasza Księgarnia 2013
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz