poniedziałek, 20 stycznia 2014

Z punktu A do punktu B

Po co mi kolejny blog? Sama się czasem zastanawiam. Pisałam już blogi o przeróżnych rzeczach, z lepszym lub gorszym skutkiem. Tym razem jednak to coś zupełnie wyjątkowego - spodziewam się dziecka.

I to dziecka całkowicie wyjątkowego, tylko mi przeznaczonego - dziecka z nieba i z chmur :) I o tym będę tu pisać. O tym, jak dłuży mi się czekanie, jaką drogę muszę przejść by spotkać Moje Dziecko oraz jak się do tego przygotowuję.

W momencie, kiedy zaczynam pisać ten blog, mam 30 lat. Ja i mój M. jesteśmy małżeństwem trochę ponad 5 lat. Niedługo po ślubie zaczęliśmy myśleć o założeniu rodziny. Niestety miesiące mijały a Dziecka nie było, cały czas byliśmy we dwoje.

Powoli zaczynaliśmy się martwić a wokół nas rodziły się kolejne maluchy.Wszędzie, tylko nie u nas. Rodzina dopytywała życzliwie "kiedy pomyślimy o dziecku" A my nie byliśmy w stanie myśleć o czymkolwiek innym.

Jesienią 2010 roku padł medyczny wyrok - albo in vitro albo nic.  Rzuciliśmy się w wir medycznej procedury - zastrzyki, chemia, zabiegi. Często było trudno, jeszcze częściej upokarzająco, ale mieliśmy Nadzieję. 4 grudnia 2010 roku po długiej i męczącej procedurze nadszedł Wielki Dzień. Wszczepiono mi dwa żywe i śliczne zarodki. Moje dzieci. Dwa tygodnie później wielkie szczęście - test ciążowy pierwszy raz pokazał dwie kreski. Szaleliśmy ze szczęścia. Marzyliśmy tylko o przyszłości z naszymi bliźniakami.

Zbliżało się Boże Narodzenie a ja jak na skrzydłach podśpiewując piekłam ciasteczka, mając w brzuchu nowe życie.  Wigilia była absolutnie cudowna. Pierwszy dzień świąt też. Najpiękniejsze święta w życiu. Drugiego dnia świąt poczułam się nie najlepiej. Myślałam, że to tylko zmęczenie. Niestety nie - w nocy zaczęłam krwawić. Rano lekarz stwierdził, że już po wszystkim. Kazał przestać płakać i cieszyć się, że procedura się udała. Słupek w statystyce uzupełniony... Nam zawalił się świat. Cała nadzieja, która pozwoliła nam przejść przez te okropne procedury - umarła.

Kilka miesięcy potem wszczepiono mi ostatni zamrożony zarodek. Nie został ze mną nawet na chwilę. Ledwo pamiętam następne miesiące. Teraz wiem, że byłam wtedy w depresji, której nikt łącznie ze mną nie zauważył. Nie chciałam się już leczyć, nie chciałam starać, myśleć, nie chciałam nic. Po roku cienie zaczęły się rozstępować, wróciły nam nowe siły do działania. Okazało się, że przyczyną naszych problemów może być łatwa do zoperowania wada anatomiczna. Operacja miała miejsce we wrześniu. Po kilku miesiącach od operacji zaczęliśmy znowu działać. Wyniki poprawiły się nam na tyle, że mogliśmy spróbować inseminacji. Zaczęliśmy nowe sesje z lekami, zastrzykami, chemią... Od momentu stary miałam już 30 kilogramów na plusie. Ale nic to - są rzeczy ważniejsze od zgrabnego tyłka.

Zabiegów inseminacji przeszliśmy cztery. Za każdym razem zapalała się iskierka nadziei, która gasła z kolejną miesiączką. Czułam, że depresja wraca i wisi nade mną jak katowska siekiera. Powiedziałam DOSYĆ! Nie mogę, nie jestem w stanie, NIE CHCĘ urodzić dziecka.

Po praz pierwszy padło słowo - adopcja.
I zaczęła się nasza nowa droga, po której teraz idziemy.

2 komentarze:

  1. Jestem jedną z tych osób, którym Twój blog jest BARDZO potrzebny ......Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  2. Słuchaj, wiem, że może nie powinnam już pytać- bo Ty już zakończyłaś temat leczenia waszej niepłodności, ale może warto zapytać... Czy przyczyna niepłodności jest w Was "męska"? A jeżeli tak- czy któryś lekarz zaproponował Twojemu mężowi kiedykolwiek badanie poziomu hormonów? Mój mąż miał złe wyniki jakościowe nasienia i dobre wyniki ilościowe. Poszliśmy z tymi wynikami do jednej z lepszych klinik w Polsce i lekarz na początek zlecił mężowi badania hormonalne. I okazało się że u nas tu właśnie jest pies pogrzebany (testosteron). Mąż łykał hormony. Piszę, bo na wielu forach internetowych czytam o męskich problemach, a tak rzadko czytam o badaniu męskich hormonów.
    No ale wiem, że Wy kwestie medyczne zostawiliście za sobą. Życzę Wam wszystkiego dobrego i żeby Wasza wyjątkowa ciąża trwała jak najkrócej. Wcześniaka Wam życzę! :-)
    Pozdrawiam, Nata

    OdpowiedzUsuń